czwartek, 6 października 2011

Scarafoggiani

Od wczorajszego wieczoru mamy najazd karaluchów.
Zostały prawdopodobnie czymś spryskane i jak oszalałe uciekają po fasadzie budynku do mieszkań.
Wczoraj po raz pierwszy karaluch wlazł czyt. uciekł mi po prostu na nogę.
Jestem tym absolutnie sparaliżowana.
Siedzę dziś cały dzień w domu.
Mam pozamykane okna.
Na obydwu balkonach i wszystkich parapetach widzę je leżące na plecach i wymachujące nogami.
Czekam na męża z odsieczą!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz