poniedziałek, 17 października 2011

Mop

Kto by pomyślał, że jednym z najbardziej wyczekiwanych zakupów tego miesiąca będzie... zwykły mop.
Mop stał się ostatnio moim wielkim marzeniem. Po miesiącach codziennego przecierania ciemnego parkietu w salonie w wersji "na kolanach" małą szmatką, zakup mopa urósł do rangi przedmiotów z kategorii "must have".
Ale kupno mopa nie jest takie proste.
Nie kupię go przecież w osiedlowym markecie, bo po pierwsze 4 razy droższy, a po drugie dziecko, wózek, mop raczej mało wykonalne.
Zakup mopa natomiast podczas wypraw do podmiejskiego hipermarketu nie za bardzo realny, bo tego rodzaju wypady praktykujemy w wersji "full" czyli Starsza i Młodsza w wózku zakupowym, jedno z nas w roli spychacza, drugie w roli guardiana, który podnosi wszystkie wylatujące z wózka zakupy. Mop raczej by się tam nie zmieścił.
W tę sobotę nastąpił jednak przełom.
Mąż został sam z dziewczynami, a ja pojechałam sama na zakupy.
Mop kupiony. Misja spełniona. Jestem szczęśliwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz