poniedziałek, 24 października 2011

Kradzież mienia

Mam swój "zawór bezpieczeństwa" - przetestowany, sprawdzony, działa.
Ubieram palto, na głowę chabrowa wydziergana czapka i sunę rowerem w stronę słońa, dosłownie. O zachodzie słońce jest w pobliżu castello sforzesco.
Zgodnie z ostatnimi ustaleniami z mężem biorę Starszą, żeby z nią pobyć trochę sam na sam, żeby Młodsza nauczyła się funckjonować beze mnie. Jedziemy za miasto.
Dobrze, że to miasto takie niewielkie. Że centrum graniczy niemalże ze wsią.
A tam kolory i zapachy. Nadgniłych jabłek i przeoranej ziemi.
Przy drodze głównej, blisko ogrodzenia rośnie orzech włoski. Zatrzymujemy się pośpiesznie. Wpatrzona w trawę szukam czarnych kulek. Jest, mamy! Mamy dwa orzechy włoskie, nie straganowe, a podniesione z ziemi, wypatrzone!
Pędzimy więc radośnie do domu rozbić je młotkiem. Starsza po zjedzeniu pyta: Mamuś. a jak smakują orzechy polskie?".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz