wtorek, 25 października 2011

Donna delle pulizie czyli czyścimy lodówkę

Kolacja barokowa.

Z wczorajszego rosołu zrobionego na nóżce z grzebiącego kurczaka zrobiłam zupę cebulową. Grzanki z razowego chleba upieczonego przez męża niedzielną porą.
Swoją drogą dzisiaj pomyślałam sobie, skoro tak oboje przepadamy za zupą cebulową to czy nie powinnam zainwestować w dobrej jakości okulary do nurkowania. Po drugiej cebuli nadaję się do kompletnego demakijażu.

Gateau di patate czyli lodówkowy odkurzacz, oczywiście ziemniaki z rosołu.

Rustico con le bietole - przywiezione z Puglii, prosto od teściowej, czyli chleb nadziewany boćwiną duszoną z pomidorami.

Z resztek ciasta dla dziewczynek kilka małych pizzette typu margherita oraz podgrzane kawałki wczorajszego kurczaka z pokrojoną na plasterki marchewką, zapieczoną, posypaną bułką tartą. Marchewka też z wczorajszego rosołu oczywiście.

Mąż znokautowany.
Aż z wrażenia i uznania powiedział przed wyjściem na judo (po raptem 10 godzinnej nieobecności), żebym zostawiła wszystko na stole, a on zajmie się tym jak wróci.

taaaa..... a karaluchy tylko czekają...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz