wtorek, 16 sierpnia 2016

Powroty i zawroty

Trzy prania zdjęte, złożone i porozkładane do szaf.
Dwa kolejne suszą się w ogródku.
Trawa skoszona i zgrabiona.
Lodówka umyta.
Kotleciki z fasoli i kaszy jaglanej zrobione.
Jarmuż podduszony.
Podłoga umyta.
Jabłka ze wsi przerobione na dżem z goździkami i szałwią.
Płatki owsiane na mleko zalane.
Poranny bieg z Be odbyty.
A to dopiero 14:40.

środa, 3 sierpnia 2016

Giardino







































Kawa z koleżanką
w ogrodzie.
W zasadzie w ogródku.
Rozmowy o wszystkim i o niczym.
Miło, spokojnie,
żadna z nas nigdzie nie goni....

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Itpl







































To był cudowny, parny, polsko-włoski weekend.
Polsko-włoska para na polsko-włoskim weselu.
Lato sprzyja miłości....

sobota, 30 lipca 2016

Lipcowe pocztówki #1
















Były też momenty goryczy.
Starsza, lat prawie 10, aktualnie przechodzi okres,
w którym często przewija się słowo 'pieniądze'.
Usłyszałam już zatem tego lata,
że w sumie to gdybym miała lepszą pracę,
np. jako lekarz czy adwokat,
a nie taniec i śpiewanie,
to zamiast siedzieć na wsi,
moglibyśmy być na Teneryfie....

piątek, 29 lipca 2016

SoPOt

Melduję się moja codzienności.
Jestem.
Może ciut na dłużej, niż pierwotnie planowałam,
bo dzieci dziećmi, powietrze powietrzem,
ale małżeństwo to też ważna sprawa,
i kiedy się czuje, że się nie da dłużej bez,
to trzeba wrócić,
skrócić wyjazd,
może nawet odwołać,
lub przełożyć.
No więc jestem.
Przy moim drewnianym stoliku,
z kawą po lewej stronie klawiatury,
z kukurydzą, co na trzy metry zarosła mi moje pola widzenie,
ale i niech tak będzie,
chwilowo dyskretniej...
Jestem, po pierwszym umyciu podłogi....
szybkim przemyciu umywalek i sedesów
i odtłuszczeniu kuchni.
No więc jestem.,,,


















































Do wsi jeszcze wrócę,
ale teraz chcę złapać jeszcze kilka minut
na fali mojego wypadu do Sopotu.
Sopot, ja, moje dwie córy, akademik i magia wokół.
Było nam magicznie.
Pogoda zrekompensowała akademikowy hardcore.
Jednak ja już jestem na pewne rzeczy za stara,
a one trochę za młode.
Hiszpanie za ścianą, panowie owinięci w ręczniki wchodzący podczas kąpieli
do dzielonej przez cztery pokoje łazienki,
podkradanie szynki parmeńskiej z lodówki,
poranne powroty młodzieży i alkoholowe torsje o 4.30...
To wszystko sprawiło, że każdego dnia wychodziłyśmy na 8-9 godzin.
Podejrzewam, że robiłyśmy średnio około 8 km piechotą,
co dla mojej 'jęczącej' sześciolatki było jak wyprawa do Santiago de Compostella.
Schudłam kolejne dwa kilo - stan aktualny 53 kg.
I tego się trzymajmy.
Bałtyk ma jednak to coś.
To, o czym marzyłam cały ten rok,
a czego nie potrafiłam doprecyzować.
Chcę tam wracać.
Nawet sama, bez męża, jeśli znowu będzie problem z urlopem.
A1 nie jest taka straszna, a 7 godzin za kierownicą nawet  dla takiej panikary jak ja
jest do zrealizowania.
W głowie kiełkują pomysły na przyszły rok.
Znowu nie do końca sztampowe....