czwartek, 11 października 2018

Dojrzałość przez duże O

Mam taki czas,
kiedy między opieką nad ciocią I,
a namiastką pracy,
wyprowadzam psa.
Idę wtedy na pobliskie
już prawie niewrzosowisko,
przytulam brzozę,
gadam do siebie,
oddycham.
Dochodzę
do różnych wniosków.
Że dorzałość
to umiejętność
odrzucenia,
odpuszczenia,
oddalenia,
oddzielenia...

wtorek, 9 października 2018

Do skoku gotowi start

Za każdą autentyczną i głęboką zmianą
stoi przeważnie ogromna i prawdziwa potrzeba,
wynikająca z poważnej przeszkody....

wtorek, 2 października 2018

Odp.

Nie.
Nie trudno w tym świecie gnać, robić,
udawać, że się robi,
planować, czego to się nie zrobi.
Złościć się na innych, że czegoś nie zrobili,
albo mieć wurzuty sumienia,
że samemu czegoś tam się nie zrobiło.
Nie trudno działać.
Udawać, że się działa,
że się dzieje, że się wydarza.
Najtrudniej dziś
po
prostu
pomimo
odpuścić....

niedziela, 23 września 2018

Zbaraniałam


Dziś rano zbaraniałam.
Odpaliłam neurony za pomocą kawy
i postanowiłam poszukać w sieci dawno nie widzianych blogerek.
Tak jakoś cicho dookoła mi było.
I co?
Świat przesiadł się na ogra instagrama,
a ja dalej ciułam na moim blogspotowym osiołku....
Jakoś chyba nawet wirtualnie
podskórnie wolę wersję
slow...
Miłej niedzieli...

sobota, 22 września 2018

Metalowe muchomorki


Starsza przeczytała Małego Księcia.
I jak to tylko ona trafnie i w samo w sedno,
zaproponowała mi przeczytanie tej książki  jeszcze raz.
Trochę się potłumaczyłam,
że też byłam kiedyś dzieckiem,
że zobaczysz siebie za kilka lat, to zrozumiesz....
Takie tam farmazony.

Wczoraj odstawiłam ją na urodziny na katowicki Nikisz.
Po drodze wstąpiłam na Gisz.
Górniczą dzielnicę Katowic.
Moje pierwsze 8 lat życia.
Czułam, że ten ponoć ostatni tak ciepły wrześniowy wieczór
chcę przez chwilę spędzić właśnie tutaj.
Weszłam do dziesięciopiętrowego bloku z moich snów.
Wjechałam windą na ósme piętro.
Trochę przerażona, bo 30 lat temu wcięło mi w niej kawałek spódnicy.
Stanełam pod numerem 57.
Przeszłam po korytarzu, na sam koniec, gdzie mieszkała koleżanka pielęgniarka,
która robiła nam zastrzyki.
Zeszłam na dół schodami.
Kremowe ściany w niczym nie przypominały
pomalowanych klatek, na których spędzaliśmy
wolne popołudnia i przedwieczory.
Potem poszłam zobaczyć nasz plac zabaw,
zamieniony bezlitośnie w parking.
Po skarpie zbiegłam w kierunku boiska,
zobaczyć gdzie pochowałam papużkę i chyba chomika.
I czy dalej jest ta dziura w płocie, którą przedostawaliśmy się nielegalnie,
z biciem serca na teren kopalni.
Spojrzałam w górę.
Na balkon, na którym stawała mama.
Na zielonym skwerku został już tylko jeden krzak.
Dla nas to był wtedy nasz przyblokowy busz.
Można było się nawet zgubić.
Przeszłam spokojnym krokiem pod szkołę.
Przez przeszklone drzwi zajrzałam na hol.
Pamiętam te pierwsze emocje, tę pilność,
solidność, zapach kanapeczek ze szczypiorkiem lub pastą rybną,
robionych na zet pe te.
Potem poszłam w kierunku przedszkola.
Po drodze cieplutki wiatr na chwilę przywiał zapach kasztanów.
Stanęłam sobie na moment i otarłam łezkę.
Łezkę tej małej dziewczynki, która robiła ludki z kasztanów i żołędzi,
której całe życie mieściło się na tej przyblokowej przestrzeni.
Poczułam się tak błogo i bezpiecznie.
Zajrzałam przez drzwi.
Na holu nie było pianina tylko włączony telewizor.
To pewnie nocny stróż coś ogląda.
Przez murek zerknęłam na podwórko,
ale metalowych muchomorków też już nie było.
Pewnie usunęli ze względów bezpieczeństwa.
Miały takie ostre krawędzie.
Górka.
Górka została.
Górka, a właściwie kopiec,
miała wtedy wysokość Babiej,
miała boki strome i łagodne.
Była taka różnorodna i skomplikowana...
Potem mała dziewczynka wróciła
do czerwonej hondy.
Wróciła do domu.
Spokojniesza.
W blasku księżyca wyprowadziła psa
i poszła spać...


piątek, 21 września 2018

Za ciasne buty


Pamiętam takie scenki z dzieciństwa.
Jakiś pawilon.
Sklep obuwniczy.
Sobotni poranek, albo jakieś popołudnie,
bo tylko wtedy mogłam z mamą iść na zakupy.
Misja buty.
Przymierzam. Próbuję.
I nagle jest. Para, która strasznie mi się podoba.
Czuję ten błogi smak zwycięstwa,
a tu nagle zgrzyt.
Coś uwiera.
Nie do końca wiem gdzie, ale czuję, że nie jest tak jak być powinno.
Mama też to wyczuwa.
W końcu mama to mama.
Ale ja upieram się, że jest dobrze.
Choć wcale nie jest.
Upieram się tak dlatego, bo wiem, że ta szansa może się nie powtórzyć.
Wolę buty za ciasne, niż żadne.
Kupujemy.

Dzień później buty ocierają mi pięty do krwi.
Rzucam je w kąt i nigdy więcej nie zakładam.

______________________________________

W sierpniu, gdy jeszcze ze wsi oddzwaniałam do jednego ze śląskich przedszkoli
specjalnych z odmową współpracy, zrobiłam to z dwóch powodów.
Stawki i podskórne uczucie, że ten układ będzie w tym roku za ciasny.
Że będzie mnie uwierał.
Że w aktualnej naszej rodzinnej sytuacji muszę mieć dużą dozę elastyczności.

_______________________________________

Jest wrzesień.
Grafik dziewczynek ustalony.
Ja mam nowe zadanie.
Od dwóch tygodni u rodziców jest ciocia I.
Opiekowałam się nią na wsi przez 6 tygodni.
Podskórnie czułam, że to nie koniec.
Jest u nas na Śląsku, bo pozostałe rodzeństwo
ma swoje perypetie zdrowotne.
Stan cioci uległ pogorszeniu.
Jest taka luka między 8.00, a 11.00,
kiedy mamy już nie ma, a opiekunki jeszcze nie ma.
I wtedy wskakuję ja.
Nie wiem, ile czasu jej jeszcze zostało,
ale czuję, że mój życiowy but musi mieć teraz bardzo poluzowane sznurowadła.
Muszę być na posterunku, na podorędziu, w pogotowiu, na zawołanie.
Wskakuję tam.
Podaję posiłki, torby z lekami, ubieram,
wycieram, jeśli nie zdąży do toalety,
podnoszę, czuwam. Jestem.
Trochę gadam.
Próbuję zaangażować w proste czynności....
A kiedy wychodzę do szczątkowej w tym roku pracy,
prawie codziennie
dziękuję sobie samej,
że posłuchałam swojej intuicji
i odstawiłam ten za ciasny but na półkę...

niedziela, 16 września 2018

Berek


Najpierw za nimi przez jakąś część życia ganiamy,
a potem przez resztę próbujemy od nich
finansowo,
cieleśnie,
logistycznie,
i mentalnie
choć na chwilę
uciec.

______________________

Wyszłam na rower po karczemnej bezsensownej kłótni.
Wróciłam po czterech godzinach,
marszem,
bo kilka kilometrów od domu
poszła mi dętka.
Wziął dziewczynki na zakupy.
Gorący prysznic.
I sen.
Do rana.
Wykrzyczał, że jestem frustratką.
I że mam wracać na tę swoją wieś.
Do tych starych ludzi.
I powiedział to on.
Siwiejący pan,
zalegający na kanapie,
albo przy komórce,
albo przy netflixie...

sobota, 15 września 2018

Pokolenie okazje.pl


Nowy rok, bo dla mnie rok zaczyna się zawsze wrześniu, ruszył!
A ja cały czas przetwarzam wakacje.
Obrazy, zapachy, skrzętnie spisywane przemyślenia i refleksje.
Miałam na to czas.
I było tak...
Na czerwcowej popodyplomowej mojej werandowej imprezie,
jednej z moich wykładowczyń trochę się ulało.
Że zmęczona, że zarobiona, że wypalona, że chodzi na terapię, że....
W lipcu, kiedy lepiłam się od potu do skórzanej kanapy na południu Włoch,
spontanicznie napisałam do niej, że będę w te wakacje na wsi.
Sześć tygodni.
Długo.
Że może, jeśli chce przyjechać.
Jest miejsce.
Jest nawet oddzielny budynek.
Będę tam sama z ciocią I i dziewczynkami.
Podziękowała. Zobaczy. Odezwie się.

Wróciłam do Polski.
Zalogowałam się w wiejskiej rzeczywistości,
ale wcześniej, zupełnie przypadkiem,
na popularnym blogu parentingowym
odkryłam miejsce,
w którym pewna dziewczyna organizuje nazwijmy to
leśne wakacje, regeneracje dla kobiet, kręgi i takie tam.
Z niedowierzaniem dotarło do mnie, że to w lini prostej
jakieś pięć kilometrów ode mnie.
Spontanicznie napisałam do niej, że będę w te wakacje na wsi.
Sześć tygodni.
Długo.
Że możemy, jeśli chce, się spotkać.
U niej lub u mnie.
Będę tam sama z ciocią I i dziewczynkami.
Podziękowała. Zobaczy. Odezwie się.

______________________________

Fb obydwu z nich przez całe wakacje rozkwitał.
Przepełniony był mądrymi sentencjami,
przeplatanymi chęcią uczestnictwa w spotkaniach z innymi wartościowymi kobietami,
szukaniem samej siebie w sobie, w kręgach mocy itepe itesre.
Żadna z nich nie znalazła czasu, żeby wpaść.
Pierwsza nawet, żeby napisać, że jednak nie.

_______________________________

Okazje w życiu się łapie, a nie szuka.

czwartek, 13 września 2018

Udręki


Męczą nas nieugotowane przepisy,
nieubrane spódnice,
wypożyczone, a potem oddane nieprzeczytane książki,
nieprzerobione, spleśniałe, a potem wyrzucone owoce,
niewydrukowane zdjęcia.
Niespisane myśli też dręczą.
Niedziałające srzęty, do których trzeba dokupić tylko baterie.
Mamy wiele.
Ale bez czasu to wiele staje się jedną wielką udręką....

środa, 12 września 2018

I niby



I niby siedziałam na tej wsi sześć tygodni.
I niby był zen, uważność, czujność, wabi sabi i inne nowe i modne.
A tu wracam z termomiksem,
pierwszymi dla Starszej trafionymi i mniej zakupami na zalando
i netflixem narazie na próbę....